Ciągłe narzekanie i zamartwianie… myślisz, że coś tym zmienisz?

Mówi się często o tym, że Polacy są narodem, który uwielbia narzekać. Prof. Bogdan Wojciszke poświęcił nawet dość sporo czasu na badania tego zagadnienia i doszedł do wniosku, że mamy do czynienia z tzw. kulturą narzekania. W skrócie – narzekanie jest narzędziem identyfikacji, jeśli ktoś narzeka, a drugi mu odpowiada tym samym, znaczy, że jest “swój”. I tak, jak Amerykanie najczęściej czują się “lepiej niż zazwyczaj”, Polacy czują się “gorzej niż zazwyczaj”. Dlatego w naszej kulturze tak ciężko jest przeforsować amerykańskie “keep smiling”. Czy to znaczy, że jesteśmy skazani na pesymizm?

Mam ogromną nadzieję, że jednak nie…a przynajmniej nie wszyscy z nas. Przecież mnóstwo badań wykazuje jak dobroczynny jest optymizm (taki zdrowy  realistyczny optymizm, oczywiście) i jak fantastycznie na nasze zdrowie wpływa pozytywne nastawienie do życia. Jak to wszystko pogodzić?

W ciągu ostatnich kilku tygodni zauważyłam w moim otoczeniu pokaźną grupkę osób, które są ekspertami narzekania lub/i (najczęściej jedno idzie w parze z drugim) martwienia się. Zastanowiło mnie bardzo to zjawisko. Może na początek zidentyfikujmy wspomniane dwa mechanizmy.

 

Narzekanie

Narzekanie jest swego rodzaju wybiórczym postrzeganiem rzeczywistości, przy czym dany człowiek starannie selekcjonuje przedmioty swojej uwagi tak, by z jak największym prawdopodobieństwem trafić na jakieś negatywne aspekty rzeczywistości. Czyli będzie z lubością rozmawiać o polityce, służbie zdrowia, korupcji, złych drogach, itd. Główne przekonanie leżące u podłoża chronicznego narzekania brzmi “Jest źle. Będzie fatalnie”. I jak to ze wszystkimi silnymi schematami poznawczymi bywa, wyłapywane są wszelkie informacje potwierdzające to przekonanie, a pomijane te, które by je podważyły. W efekcie osoba narzekająca zwróci uwagę na dziury w uliczce dojazdowej do sklepu, a zbagatelizuje fakt, że wybudowano nowy odcinek autostrady. “No zbudowano, ale dlaczego dopiero teraz?!” – usłyszałam niedawno od znajomej osoby. Jeśli jakieś wydarzenie ma wady i zalety (a tak jest przecież najczęściej, bo nie żyjemy w czarno-białym świecie), to wady natychmiast wysuną się na pierwszy plan. Co ciekawe, narzekanie bardzo często dotyczy spraw, na które dana osoba nie ma wpływu. W efekcie wiele energii idzie na marne. Pomyślcie jaki byłby świat, gdyby wszyscy energię wykorzystywaną do tej pory na narzekanie włożyli w realne działanie…

 

Martwienie się

Martwienie się jest trochę innym mechanizmem, bo o ile narzekanie dotyczy jakichś faktów, to martwienie się związane jest z fantazjowaniem – negatywnym. “Zamartwiacze” przyszłość widzą w ciemnych barwach, wciąż myślą o tym, co też złego może się stać. Co ciekawe, czasem zdarza się im myśleć, że martwienie się jest czymś pozytywnym, szczególnie jeśli chodzi o martwienie się o bliskich. Wielokrotnie w moim życiu słyszałam “martwię się, bo jestem Twoją matką” tak jakby miało to cokolwiek zmienić – bo przecież myśląc o tym, co może się najgorszego stać, bezpieczeństwa się nie zwiększa, a już szczególnie czyjegoś. Jako ciekawostkę podam, że pewien “magik” od energii powtarza, że wyobrażając sobie co się może stać (np. mój mąż pojedzie w podróż i ktoś mu zrobi krzywdę), wysyłamy w kierunku tej osoby energetyczną matrycę, która przyciąga właśnie to zdarzenie. To jak rzucanie klątwy. Można wierzyć lub nie, mnie to przemówiło do wyobraźni. Oczywiście mechanizm ten ma też jasną stronę – życząc komuś dobrze, wspieramy go. Poza tym aspektem, martwienie się jest utratą własnej energii, bo wydatkujemy ją na myślenie i przeżywanie czegoś, czego nie ma, zamiast zajmować się tym, co jest.

 

Druga strona medalu

Praca z procesem uczy mnie coraz większego szacunku dla wszystkich rodzajów postaci i energii, które się pojawiają, więc spójrzmy co może się kryć po drugiej stronie narzekania i martwienia się. Nie jest to dla mnie proste, ponieważ bliższa mi jest wolność od tych mechanizmów, ale we mnie też jest cząstka, która martwi się i narzeka. Jakie one są?

Mój Wewnętrzny Narzekacz robi to, bo narzekając odczuwa ulgę. To taka część, która mówi “zobacz, rzeczywistość wcale nie jest taka różowa, na świecie istnieją też negatywne elementy”. I wiem, że ma rację, a ja czasem odsuwam od świadomości sprawy nieprzyjemne, wady, braki, niepowodzenia, szczególnie, gdy dotyczą świata zewnętrznego. “Narzekacz” też dzięki narzekaniu może się zjednoczyć z innymi, o tym pisałam na początku i widzę, jak ważnym społecznym procesem może to być. Ludzie chcą czuć się zrozumiani i wyrobili sobie taki a nie inny mechanizm zapewniania sobie tego poczucia. Szanuję taką intencję. Narzekanie powoduje u mnie też swego rodzaju zawieszenie mentalne, które eliminuje chęć działania. “Jest tak źle, że aż ręce opadają”. Może czasem ręce muszą opaść, by na przykład odpocząć?

Zamartwiacza mam niezwykle małego, więc jest to dla mnie część jeszcze bardziej wtórna (czyli taka, z którą się nie utożsamiam i nie jest mi bliska), ale zobaczmy co tam może się kryć. Gdybym miała się martwić, to przede wszystkim byłby to wyraz troski – o kogoś, o siebie. Jeśli zależy mi na tym, by sprawy potoczyły się pomyślnie, a nie mam nad nimi kontroli, to mogę chociaż się pomartwić, a nie bezczynnie siedzieć. Martwienie się oznacza “to jest dla mnie ważne”. Czyż nie jest to istotna informacja?

Pewnie te dwie postacie mają jeszcze inne przekazy, do których ja nie mam dostępu, ale ktoś inny może mieć. Każdy otrzymuje informację specyficzną dla siebie, warto więc słuchać tych swoich wewnętrznych postaci. Samo eliminowanie “niepożądanych” zachowań prowadzi jedynie do zubożenia wewnętrznego i odrzucaniem potencjalnego bogactwa, które często przebrane jest w różne dziwne szaty. I właśnie dlatego nie popędziłam od razu do części pod tytułem “nie narzekaj, nie martw się, bądź optymistą” – to tylko część prawdy.

Jak widzimy, Narzekacz i Zamartwiacz mają w sumie pozytywne intencje, choć ich realizacja dla procesu pierwotnego (czyli tego, co jest nam bliższe – w moim wypadku jest to optymizm) bywa uciążliwa i trudna do zniesienia. Jednak sam fakt uznania tych intencji pomaga w dalszym działaniu. Wyobraźmy sobie, że się przyłapujemy na zamartwianiu. Jeśli najpierw dobrze odczytamy płynącą informację (np. to jest dla mnie ważne), możemy jakoś wesprzeć ten proces (np. mówiąc, jakie to dla mnie ważne komuś innemu albo sobie samemu), a potem przejść do zmiany myślenia na pozytywne (skoro jest to dla mnie ważne, to chcę, żeby wszystko poszło dobrze i na tym się skupiam). Podobnie z narzekaniem, może trzeba wewnętrznie pogodzić się z tym, że nie zawsze wszystko się udaje, po to, by zobaczyć, że innym razem udaje się i jest dobrze.

Jeśli nie obejmujemy świadomością tych części, mają one tendencję do powtarzania się i zapętlania. W ten sposób ktoś potrafi spędzić wiele godzin dziennie na wytykaniu niedoróbek wszędzie wkoło. Informacja chce się ujawnić, coś chce się zadziać, ale nie może do końca. W związku z tym tkwimy z jakimś niedopełnieniem i nie możemy przejść “na drugą stronę”. Dla osoby, która ciągle narzeka, kryje się coś ważnego za tym narzekaniem i póki tego nie odnajdzie, trudno jej będzie wydostać się z zaklętego kręgu, aby w końcu zauważyć pozytywne strony życia.

 

Po optymistycznej stronie

Trawestując pewne powiedzenie: jeśli martwisz się czymś, na co nie masz wpływu, to po co się martwić; jeśli martwisz się czymś, na co masz wpływ, to po co się martwić? I podobnie z narzekaniem. Warto sobie uświadomić, że samo gadanie nie zmienia za bardzo świata (no, chyba, że jest to szczególnie ważne i wpływowe gadanie, ale nie o takim tutaj mowa), podobnie jak myślenie w kółko o tym samym. W narzekanie i martwienie się wkładamy dużo wysiłku, a w samych tych czynnościach kryje się mnóstwo energii (można zauważyć, jak niektórzy ożywiają się, gdy tylko jest okazja ponarzekać), wierzę, że można przejąć nad tą energią kontrolę i wykorzystać ją w innym celu.

Oczywiście bądźmy dla siebie i innych wyrozumiali. Warto posprawdzać z czym jest nam lepiej, z narzekaniem i martwieniem się, czy z odpuszczaniem i pozytywnym podejściem do życia. Równowaga jest najważniejsza. Pozytywne myślenie jest wspaniałe, ale nic nie da się zmienić na siłę.

 

Dołącz do naszej społeczności i zbuduj z nami grupę sukcesu, która będzie witała każdy dzień mniejszymi lub większymi sukcesami na swojej drodze. Poczuj pełną satysfakcję ze swojego życia!

Ps.

Chcesz zadać pytanie lub wyrazić swoją sugestię? Napisz na dole w komentarzach swoją opinię…

Spodobał Ci się powyższy artykuł? Kliknij, że to lubisz lub podziel się nim ze znajomymi… ;)

Stań się częścią naszej społeczności - pomóż nam zmieniać Świat!



Ta strona używa cookies. Więcej informacji

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W programie służącym do obsługi internetu można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia.

Zamknij

Może jeszcze jeden artykuł?
newsletter
Zapisz się na nasz newsletter – wysyłamy niedługo pliki prosto z USA

Zapraszamy do czynnego udziału w naszym nowym newsletterze, który znajdziecie po prawej stronie naszego serwisu. Już niedługo roześlemy Wam bezpłatnie ...

Close